Nic chyba i
nigdy nie wiedziałam na pewno. Jedno tylko, że nigdy - przenigdy nie należy
przestać walczyć. Mierz w gwiazdy, dostaniesz gwiazdy. Mierz w drzewo -
zderzysz się z konarem.
Przypomniało
mi się jeszcze, kiedy napisałam ten utwór. To był dzień premiery piosenki Myslovitz.
Czekałam przy radiu z wypiekami na twarzy. Tym bardziej, że w głośnikach miał
zabrzmieć głos nowego wokalisty zespołu, Michała. I doczekałam się. Trzy sny o tym samym od razu przypadły mi do gustu. Po
krótkiej chwili można było piosenkę znaleźć w zasobach Internetu. Przesłuchałam
jej więc jeszcze raz, potem kolejny... Emocje
potoczyły się jak lawina. Zaczęłam myśleć o sobie. O tym, że Ktoś zabrał mi
ostatnio możliwość walki. Napisałam wiersz. I nagle zdałam sobie sprawę,
że zanim włączyłam radio, włożyłam do piekarnika zapiekankę. Cóż, widocznie
czasem trzeba nakarmić się samymi przeżyciami duchowymi.
permanentne pragnienie czynu
przepadło
w głuchej i głębokiej studni
marzeń
pełnej echa
i wołania
tu bezradność skrzeczy
tutaj serce grzmi
ciemno mi – a ty się śmiejesz pod nosem, drwisz
pusto mi, Nieubłagany
wyrwałeś miecz z mej dłoni, drwisz
a mnie
została tylko ta
przeklęta i perłowa – ukochana
rękojeść
- jedyny bodziec niezapomnienia
mały posłaniec Don-owego czynu
to estetyczne przedkłosie nadziei
te piosenki
dudniące we mnie, i w tobie, i w nas
a ty drwisz odwrócony
choć prędko nie zamierzasz odejść
oddaj mój miecz!
podejdź i walcz!
walcz nieustająco
bo warto w walce gnić
walcz – póki płomień duszę
żyj – i pozwól żyć

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz