piątek, 31 maja 2013

eksplozja





w stu milionach jednakowych części
ukrywa się twój gromki śmiech

wyobraźnia już mi zdycha z głodu
i słychać tupot fałszywych krzyków
to konie w ciemnej, brudnej uliczce
kłusem stukają o mokry bruk
to konie śniade i rozwścieczone
cwałują dzielnie choć brak im tchu
pędzą złowieszczo i w moją stronę
i nie chcą zwolnić, zawrócić znów

 wyobraźnia zamiera już głodem
tu nic nie widać
czuć tyko smród
czuć jak jej źle, niemrawo, licho
słychać warkot twych pustych słów
a śmiech twój gromki, nieustępliwy
rozbija mokry, kamienny bruk

ciemno tu, brudno – czuć tylko głód

mózg mój się rozpadł na setki cząstek
zderzył się z krzykiem twych pustych słów
kryształy błyszczą milionem bombek
trzeszczy w eterze płacz ostrych szkieł

nic nie wypływa z marnej ruiny
najmniejszy choćby kwiecisty płód
już nic nie słychać prócz koni dzikich
już nic nie widać
czuć tylko głód 



niedziela, 26 maja 2013

jestem marionetką

„jestem”



marionetką martwą
uwędzoną
kołyszę się
na lichej i niestałej tratwie
chciałabym cię złapać we śnie umajonym
i dotknąć twej dłoni: stęsknionej
niemartwej



„być”



pozwól mi być pewną uczuć mych niejasnych
które od zdumienia kiełkują powoli
gdzieś
w cieniu hipokryzji
kiełkują niezdarnie
gdzieś w głębi mojej duszy
śmieją się szkaradnie
które od zdumienia kiełkują w stronę zmartwień
zmartwień wyczekanych i wiecznie zdumionych.
Wytęsknionych.



„bądź”



pozwól mi nie zranić cię
bardziej


środa, 15 maja 2013

idiolatria


        
auto-tematycznie, mono-dialogicznie
obcuję z wietrzną formą
lecz mało mi, wciąż mało
upajam się tak ptactwem
jak krwistym mięsnym tchnieniem
więc proszę, nie przerywaj
daj kredyt na pochwałę




środa, 8 maja 2013

pocałunek







były powykrzywiane zaczerwienione
krwią popękane w kąciku
miękkie od zimna
i białe grudki po maści
oślinione
zainfekowane
śmierdzące tytoniem niesmaczne jedzeniem
nachyliłem się
oddałem rozkoszy
posmakowałem

                                                        

sobota, 4 maja 2013

słowo o miłości



najnowszą autostradą poznajemy świat
coś – wola – każe jechać
coś każe patrzeć w dal
więc jadę prędko i ty jedziesz przy mnie 
patrzymy przed siebie
i wcale w czas

drogi nie kryją się, nie krzyżują 
mogą przy sobie 
długo 
grać 

asfalt jest gładki, podziurawiony 
zbliża, oddala
nieznośny śmiech
znika czasami niepocieszony 
lecz wraca wierniej niż 
zbity pies 

dobrze jest jechać tą drogą do piekieł
dobrze jest w szranki ze światem
stać

bo kiedy jesteś ty
i ja jestem
możemy lepiej w siebie
grać