wtorek, 5 marca 2013

Wróciłam z nieba...


Wróciłam z nieba
przed chwilą
i miło było, ach! Miło!
nawet ja tam byłam
w tej fali ekstazy
Słowem tego nie wyrażę
Uśmiechem? - Może
może wzrokiem – spojrzeniem błogim?
no – no może
Moje niebo jest malutkie.
Skromne i boleścią dmie.
Leję w nim łzy szczęśliwe i arcynieszczęśliwe.
Lecz tam – twoje ciało ogniem chłodzące
Przytula mnie tak mocno
tak mocno…
że tchu brak
i siły
na podniebną ekstazę
brak siły
by umrzeć, by cieszyć się, kosztować
a jednak w Tym niebie, Ten łomot
serca. Ta zimna ręka mojego oprawcy
koją mą duszę chociaż na chwilę
Bo walisz, walisz w me serce toporem
trzy godziny
Akurat wtedy, calutkie trzy godziny

Ty – mój brutalu 
Ty – Jesteś – Dla Mnie i na mnie
skupiony, i przy mnie...
i w ogóle obok – blisko i daleko
calutkie trzy godziny
nieba
Bo – jak mówiłam, moje niebo jest:
skromne i krótkie
ale nawet taka ja
taka śmieszna ja
tam byłam
lecz już – przed chwilą – wróciłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz