budzi
się z wizją wyidealizowaną
powietrze
wdycha łapczywie
autodestrukcyjnie
i nielitościwie
bo
musi
po
kilku skłonach
gdy
załatwił już swe konwencjonalne potrzeby
zmęczony
i zrozpaczony
zerka
w stronę zegara
co
zęby wyszczerza szyderczo
i mówi
– późno
mówi –
pora spać
zanurza
się w otchłań zapomnienia sennego
a w
otchłani, w tej wielkiej otchłani
ściąga
swą maskę
którą
trzymał kurczowo za dnia
na
starzejących się licach
w
otchłani słucha rad swej
wszechwiedzącej
podświadomości
i
słucha, i chłonie – uporczywie oraz pilnie
i już
wie, jak ma żyć
czego
nie dostrzegł w słońca promieniach
i
odziany wiedzą belfra swego,
wszechmądrego
budzi
się z wizją wyidealizowaną
powietrze
chwyta łapczywie
autodestrukcyjnie
i nielitościwie
bo
musi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz