czwartek, 4 kwietnia 2013

O Comie. I poezji. O tym, co ważne.


Nagle okazuje się, że muzyka to nie jest takie zwykłe, nieokreślone "coś", które stanowi tło wieczornych schadzek. Nieoczekiwanie pojawia się zespół, który sprawia, że chcemy mieć muzykę obok siebie, przy sobie, na sobie i w sobie. A to dopiero początek znajomości. 

Coma. Pierwszy zespół, którym się prawdziwie zachłysnęłam. Zupełnie niespodziewanie stałam się „zaCOMowAną naCOMAnką” .  Nie ma dnia, w którym nie wysłucham choć jednej z ich piosenek. Nie ma piosenki, której bym nie polubiła (w najgorszym razie). Istnieje plejada utworów, którymi wprost nie mogę się nasycić. Są takie nuty, które mnie oszałamiają.
Pierwszą pokochaną przeze mnie piosenką była Los cebula i krokodyle łzy z Czerwonego Albumu. I tak się zaczęło. Co jakiś czas zakochuję się na nowo w kolejnych utworach – Lśnieniu, Archipelagach, Ekharcie, Trujących roślinach… - próżno wymieniać. Tych pięknych jest przecież tak wiele. Głos wokalisty, Piotra Roguckiego, wypełnia moją duszę. Jest niezwykły. Głęboki. Męski. Silny. Jego mi trzeba, by czuć się lepiej. Tego głosu nie może zabraknąć w moim codziennym jadłospisie. Tym bardziej, i to powinnam wymienić na początku,  że wczesna twórczość Roguckiego – tekściarza stanowi źródło mojej inspiracji.
Poezja jest dla mnie ważnym pierwiastkiem w życiu. Nie czuję się poetą, nigdy tak siebie nie nazywam, ale czasami dopada mnie tak zwana wena – akt twórczy. Rozumiem go jako silne przeżycie wewnętrzne, które z całych sił – w jednej chwili pragnie wypluć swoje jestestwo. I, na szczęście, wypluwa je. Na papier. Wiersza nie pisze się długopisem. Wiersz pisze się emocjami. W silnym szale, w samotny dzień, na skrawku papieru i z zamkniętymi oczami. Właściwie źle się wyrażam. Wiersza w ogóle się nie pisze. Nie w pierwszej kolejności. To dusza rzyga nadmiarem skumulowanych w niej emocji. Emocje, które nią władają, zbierają w chwili tworzenia swój okupiony cierpieniem, słodki plon. Dopiero kiedy te najsilniejsze emocje opadną, można przejść do drugiego etapu. Do pisania, czyli zestawiania przy sobie ładnych, pozostających we wzajemnym napięciu i zdumieniu słów.  Szlifować utwór należy oczywiście od razu, póki emocje mu towarzyszące nie znikną całkowicie. Trzeba czuć to co się tworzy – inaczej brakuje chęci do kolejnych poprawek. Poza tym zwlekanie grozi utratą koncepcji, a tego nikt sobie nie życzy. Rzecz jasna, żaden wiersz nie pozostaje ukończony – przynajmniej w oczach twórcy. Artysta zawsze widzi możliwość polepszenia swojego dzieła. Tak jest również z poetami. Zawsze można lepiej, więcej, sprawniej.
Od czasu pojawienia się w mojej duszy miłości do zespołu Coma mój akt twórczy często jest pobudzany przez ich piosenki. Wygląda to mniej więcej tak. Słucham utworu. Rogucki rozbrzmiewa w głośnikach raz, drugi i dziesiąty. Czuję to. Z mojego wnętrza wydostają się skrywane dotąd przeżycia. Chwytam się jakiejś myśli. Sięgam po długopis, zeszyt. I zaczynają się ze mnie wylewać słowa. Wyłączam muzykę. Poprawiam wersy, przypadki, brzmienie. Tworzę. I to jest cudowne. „Niech będzie chwała za ten czas!” – jakby zaśpiewał Piotr. I chwała tobie, Piotrze, za twe wczesne teksty, za to, że dzięki nim coś się we mnie zmienia. A za każdym razem, kiedy piszę nowy wiersz, coś się zmienia. Powstaje kolejna cegiełka do zamku, który ma symbolizować moje wnętrze i wartości, które się w nim, mam nadzieję, skrywają.
Nie potrafię udolnie kończyć swoich myśli. Ale podział na początki i końce, to tylko sztuczne, stworzone przez zwykły pragmatyzm, ludzkie podziały.  Nie kończę zatem słowem. To są zbyt ważne kwestie, by je urywać po paru linijkach komentarza.  Zakończę myśl jedną z moich ulubionych piosenek.






5 komentarzy:

  1. witaj w szeregach zacomowanych narCOMAnów i do zobaczenia na koncertach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie to ujęłaś!!! Napisałaś to tak jak ja czuję COMA..... nic dodać nic ując, oni dodają skrzydeł a jak widać u ciebie - Weny... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. piekny tekst...gratuluje...polecam koncerty...Wegorzewo w lipcu symfonicznie...bylem tylko raz na Comie na zywo i obiecalem sobie ze teraz nie przegapie zadnej okazji...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna definicja poezji (także śpiewanej :P)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Wam za miłe słowa! :) A z koncertu właśnie wróciłam. I, rzecz oczywista, naprawdę warto!

    OdpowiedzUsuń