sobota, 20 kwietnia 2013

Dzień, zwykły dzień





Jaka ona niezdecydowana. Trzy razy zmienia zdanie w ciągu godzin raptem trzech. Albo nawet częściej. Nikt już nie wie. Ona sama wie najmniej.
A przecież jest tak, jak chyba być powinno. Nieźle. 
Rankiem, jak każdy, wykonuje podobny rytuał. Dobudzenie się. Ubieranie. Woda. Śniadanie. Zawsze coś smacznego. Kawa. Najważniejsza jest kawa. Rozpuszczalna i z mlekiem. Kilka spojrzeń w lusterko. Tuszowanie rzęs. O tak. Teraz lepiej, zdecydowanie. I koniecznie dawka głupawy, jeśli jest czas. Dawka głupawy, czyli krótki film animowany. Absurdalność. Intelektualne dopasowanie do świata przed wyruszeniem w dzień. Kilka zajęć. Rozmów kilka. Trochę ruchu. Zwłaszcza, że ruch to zdrowie. Naprawdę lepiej się ruszać więcej niż mniej. Lżej potem człowiekowi na duszy. Na ciele. I w ogóle lżej. Po załatwieniu kilku spraw, czasem kilkunastu - obiad. W zależności od chęci. Wszystko i zawsze zależy od chęci. Dlatego obiad będzie dopieszczony, dopracowany. Lub nie. Niezmiennie jednak smaczny. Potem książka jakaś. Bezlik muzyki. I obowiązki - rzecz jasna. Sprzątanie. Prasowanie. Nawet lubi prasować. Lubiłaby oczywiście bardziej, gdyby miała deskę do prasowania. A nie tak, na ręczniku. To niewygodne.
I w końcu najważniejszy punkt dnia. Spotkanie z nim. Wieczorem nie ma żadnych obowiązków. Dziś. Może się zatem  spotkać. Coś porobić. Spacer może? Może tak. Wychodzimy. I tak idąc, niewzruszona, zastanawia się, czy aby na pewno czekała na ten moment? Słucha jego opowieści. Ludzie przeważnie niewiele mają do powiedzenia. Zdań może ze dwa. Potem zaczyna się gadanina. I on ma tak jak inni. Ona też. Gadają o wszystkim i niczym. A potem wojna. To niemal rytuał. Nie, nie chcę się przytulać. Całować tym bardziej. Przykro mi, Skarbie, dzisiaj naprawdę nie. Wracajmy już lepiej. Wieczór przecież. Jeszcze mnie czeka relaksacja twarzy. I kąpiel długa. I może przeczytam kilka stron przed snem. Znając życie, przeczyta ze dwie. Albo trzy. Najpewniej wcale. Lubi się jednak oszukiwać, że robi to, co sobie zaplanuje. A przed snem, kiedy już zapisze swoje wzruszenia, wyrusza na poszukiwanie marzeń. I niby w ciągu dnia nie było chwili, której nie wypełniła. Nie wsadziła pustych godzin pod spódnicę. Nie jest źle. Tylko ten główny punkt programu. Ten spacer. I te rozmowy z nim – nie te.  A przecież jest chyba tak, jak powinno. Nieźle. Ale dobrze wcale. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz