„Postacie
z twoich snów żrą z twojego talerza.” S.J. Lec
biegnę przez wieczór
bez ubrań i boso
węże mnie okrążają
o uwagę proszą
biegnę, bo w domu czeka na mnie
mąż – piłkarz: z ogródkiem
i teściową
wiem, że wystarczy dostać się tam
do nich i krzyczeć pod oknem
o ratunek
muszę więc: znaleźć drewniany
zawieszony nad rzeką
most
dokoła ciemno jest, brudno
wciąż rośnie wężów stos
dobiegam rankiem, spocona
padam na beton pod drzwiami
przeżyłam
lecz most musiał spłonąć
bym mogła przywitać się z wami
czekam na męża – piłkarza
aż mnie uwolni od wężowych wrażeń
nic jednak nie słychać
nikt na dół nie schodzi
czuć tylko lepki powiew porannej
rosy,
która jest zajęta
ze słońcem
dzień płodzi
otwieram drzwi, drzwi skrzypią
mąż – piłkarz ma mnie w nosie
leży pod oknem z waty
w pokoju: metr na metr
lecz zanim będę go kochać
i za spóźnienie przeproszę
umyję swój obślizgły, wężowy smród
i gniew
teściowa się krząta za ścianą
nieświadoma, że przeze mnie
już nigdy nie powróci
na ląd
a ja udaję zmęczoną
i wchodzę pod prysznic
z ceraty
liczę, że wodą zagłuszę mój los
powoli i z ciągłym strachem
odkręcam kurek
a w nim
dwa węże obślizgle, czarne
gotowe dręczyć mnie znów
wybiegam z kabiny i krzyczę
lecz obraz zachodzi już mgłą
zbudziłam swe ciało okrzykiem
dość snów mam na tę noc
22.04.2013, Wrocław
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz