Klęczę i brodzę
W ustach mam klucz
Długi i ciepły – nie oddam go już!
Pocę się, zmagam
Blisko cel czuć
Ciało ogarnia paniczny strach
Że drzwi są zamknięte
Że trudno wstać
Nie! Teraz nie
Upadnę
Lecz poddać się, poddać każe mi czas
Niezdarnie szukam w ciemności dziury
Niezgrabnie przemierzam w lawinę snu
A sen się droczy pełen nicości
Już nie mam siły, już brak mi tchu
Bliżej, wciąż bliżej
Dalej i dalej
W prawo, czy w lewo?
W górę, czy w dół?
Opuszkiem nieczułym podążam i gładzę
Znajdę cię, dojdę cię
Cel blisko czuć
Serce kołacze, i stoi, i dmie
Już późno, już zmierzcha
No! Otwórz się!
Potworna siła ogarnia przepaść
W ciele się wije stalowy głaz
Ręce mi więdną, usta łomocą
Nie dam się, nie chcę, nie dorwiesz nas!
Już mnie dogania?
Już mnie porywa?
Klucz miałam w ustach
Zgubiłam klucz
Już nic nie wskóra
Mój blady jęk
Już blisko
Z wierzchu i wierzchem
Porywa siła
Znów jeździec triumfuje
W parszywej grze
Jeszcze raz – proszę
Pokażcie mi drzwi
Ja je otworzę
Nim świt… już świt?
Bez strachu, niegracji, bez fal bezradności
Nie – naga
Nie – tęga
Odziana mądrością
Już znam tę drogę, nie lękam się
Jeźdźcu bezczelny – powtórzmy grę