piątek, 25 października 2013

zaprzepaszczone marzenia




zieleń odeszła niemym bólem
z drżeniem poległy
współcierpiące dni
świat wciąż na nowo śpiewa chórem
że przyszłość, mój drogi,

to nie my?


poniedziałek, 14 października 2013

Boso





Znów się na chwilę zaszyłam w poduszce.
Sekundę w pociągu, bez ciebie i boso.
Kiedyś, pamiętam, częściej przychodziłeś,
aby się przytulić lub przebiec pustą szosą.
Czas błogiej beztroski niezmiennie przemija,
kołem zatacza się studnia żywota.
Nie dzisiaj, nie prędko
nasz świat się odkrywa.
Nie jutro – na zawsze.
Lecz, szczęściem,
na boso.






czwartek, 10 października 2013

duszom




gdzie to wszystko się podziało
gdzie są kwiaty, nuty, śpiew
czemu słońce dziś zmarniało
i posępną sączy krew

gdzie są plony – urodzaje
miłe słowo gdzie się szwenda
czemu ludzi tak jest mało
co cię widzą nie od święta

chciałbyś uciec lecz nie możesz
chciałbyś wiele – nie masz nic

lecz pamiętaj ty – niebożę
świat dopiero zaczął gnić 





wtorek, 8 października 2013

Modlitwa


Bóg mnie pokonał  w nierównej grze
wybiegł pospiesznie z wieży od łez
niespokojnej

bez znamion nocy
bez skazy dnia
zostałam
sama

on mnie nie słuchał?

tyle razy mu bluźniłam,
udowodniłam nieistnienie
obalałam mit
tyle razy już prosiłam
o Objawienie
o znak i świt

raz usłyszałam nawet wiatr, który wzniecił
pośród murów
szczelnie zamkniętych
w kościele,
pamiętasz?

znów się ukorzyć trzeba, znów
prosić o wiele
o znak i wolę, istnienie
czy słyszysz mnie jeszcze?
wiąż nie wiem



niedziela, 6 października 2013

ballada o nieprzyjaźni



dość mam już smaku lichych słów
gryzienia niemych, cierpkich skarg
wykrzycz swą pychę, wypluj  gniew
nie znikaj w gąszczu sypkich spraw

dla ciebie – spłoszę byków sto
i krzyknę głośno – jak najdalej
żabką pokonam żabi staw
zaszczytnym będzie to wyzwaniem

wszystko jest fraszką
prócz niemych skarg
kuszących mocno i ospale

lecz nie – pomyłka,
przez staw z żabami nie przebrnę wpław
(pływam niedoskonale)

nie zniknę jednak – nie przychodź znów
nie odchodź
wolno – jak najdalej

szkoda mi ciebie
szkoda nas, choć nie jest

najwspanialej 

niedziela, 29 września 2013

Karty



Pamiętam, jeszcze wczoraj
graliśmy w karty do świtu.
Siedziałeś naprzeciw mnie,
sztywny i przedziwnie
niedojrzały.

Niewiele padło słów przy wtórze
szaleńczych krzyków
przytłumionych ścianą marzeń.
Sączyliśmy w ciszy złocisty
alkohol
z lodem.
Ciemno i zimno było
na dworze.

I nie zapomnę twojego uśmiechu
pod koniec nierównej gry,
przedłużanej ostatnimi monetami
moich snów.

Tak blisko wygranej, niebezpiecznie  blisko.
Dałeś mi nawet fory
a ja znów przegrałam
znów z Tobą,
z kretesem,

Panie Boże.