sobota, 22 lutego 2014

dwudziestopierwszowieczna




jestem jak przedmiot
przedstaw odstaw połóż
jak program niedzielny
do informowania
jak niemy instrument
którego czasem
odwiedzasz poniżasz

bez zapytania


środa, 18 grudnia 2013

czwartek, 31 października 2013

(...) ikara


     Zastanawiałam się dzisiaj nad tym, czym jest kara? Temat mało oryginalny – to jasne. Każdy przecież musi się niekiedy nad nim pochylić. Liczni zostawili po sobie ślady w postaci wersów, zdań. Mickiewicz na przykład w znanej wszystkim balladzie pt. Lilije  zapisuje: „Nie masz zbrodni bez kary”. Dostojewski również sugerował model zbrodni i kary. Ba. Już samo pragnienie przewinienia przynosi karę w postaci wyrzutów sumienia. Takich ludzi – winnych swojemu losowi, żal najbardziej. Nad nimi pochylił się też Asnyk w swoim utworze pt. Ból zasnął:

Lecz żal mi tych, którym cięży
Poczucie spełnionej winy,
Co w sercu noszą kłąb węży
I cierpią z własnej przyczyny.

Takiej boleści posępnej
Najsilniej wstrząsa mną echo...
Gdyż w mrok ich duszy występnej
Nie można zstąpić z pociechą.

     Kiedy czujemy się winni, jest trudno. A może świadomość winy chroni nas w pewnym stopniu? Możemy działać – coś naprawić, udowodnić, zatuszować. Co jednak, kiedy trudno wyjaśnić rzeczywistość, która nas otacza? Co kiedy świat wydaje się nielogiczny, kara dotyka nas niezasłużenie a los wyśmiewa nasze plany. A potem ostentacyjnie – po kolei – odbiera nam to co ważne za pomocą swoich diabelskich pomocników? Co wtedy? Do kogo wysłać list z pretensjami? Wciąż nie wiem. Tyle nieszczęść dokoła. I za co? I jeszcze ta ludzka bezradność. To chyba największa ze wszystkich kar.   



za miłość moją i oddanie
ukaż mnie, Panie

dobrą radą do złej miny
odpuść wrogów naszych winy
niechaj zdarzy się cud wielki
niech nie krzyczy cierpiąc męki
człowiek

za słowa piękne, pokochanie
zrań mnie, o Panie

bliźniemu zadać czułym słowem
ból, moją radością, uczynkiem,
płodem – sznur

za chęć do życia w morzu pragnień
za impuls dobra w tamtą stronę
za wierność słowom, zaangażowanie
przeklnij mnie, Panie

wielką niewiarę w człowieka schować
jednemu ufność ofiarować
jednego wielbić, jednego chcieć
Ojcze i Synu– odbierzcie tę treść

pieniądze, hobby i kochanie
sens życia,
wiarę w poranne wstawanie
zabierz mi, Panie

tak niewiele do stracenia
ale nic już nie zabieraj
w imię Ojca, Syna, Ducha
czy znów, Panie, mnie wysłuchasz?

w czystych oczach
w każdym słowie
lęk
między wierszem, głuchą ciszą
dźwięk

za moją wiarę w trwałość miłości


wybaw mnie, Mości 


środa, 30 października 2013

a teraz?



wygodne krzesełko po porannej kawie
uśmiech na waszych buziach
pusta kolejka przed drzwiami
kilka ciepłych słów pod słupem
kolacja
spacer, radosne oczy psa
krzywe spojrzenie przechodnia
niepewność chwili, miałkość dnia


mnogość oblicza


piątek, 25 października 2013

zaprzepaszczone marzenia




zieleń odeszła niemym bólem
z drżeniem poległy
współcierpiące dni
świat wciąż na nowo śpiewa chórem
że przyszłość, mój drogi,

to nie my?


poniedziałek, 14 października 2013

Boso





Znów się na chwilę zaszyłam w poduszce.
Sekundę w pociągu, bez ciebie i boso.
Kiedyś, pamiętam, częściej przychodziłeś,
aby się przytulić lub przebiec pustą szosą.
Czas błogiej beztroski niezmiennie przemija,
kołem zatacza się studnia żywota.
Nie dzisiaj, nie prędko
nasz świat się odkrywa.
Nie jutro – na zawsze.
Lecz, szczęściem,
na boso.