w stu milionach
jednakowych części
ukrywa się twój gromki śmiech
wyobraźnia już mi zdycha z głodu
i słychać tupot fałszywych krzyków
to konie w ciemnej, brudnej uliczce
kłusem stukają o mokry bruk
to konie śniade i rozwścieczone
cwałują dzielnie choć brak im tchu
pędzą złowieszczo i w moją stronę
i nie chcą zwolnić, zawrócić znów
wyobraźnia zamiera już głodem
tu nic nie widać
czuć tyko smród
czuć jak jej źle, niemrawo, licho
słychać warkot twych pustych słów
a śmiech twój gromki, nieustępliwy
rozbija mokry, kamienny bruk
ciemno tu, brudno – czuć tylko głód
mózg mój się rozpadł na setki cząstek
zderzył się z krzykiem twych pustych słów
kryształy błyszczą milionem bombek
trzeszczy w eterze płacz ostrych szkieł
nic nie wypływa z marnej ruiny
najmniejszy choćby kwiecisty płód
już nic nie słychać prócz koni dzikich
już nic nie widać
czuć tylko głód



