poniedziałek, 3 marca 2014

poprzez szatę krwi (...)


       Wzięło mnie trochę na sentymenty. Rozmyślam, planuję, wspominam. No ale dzisiejsza data jest dla mnie szczególna - w marcu się zawsze "starzeję". (Nie żalę się ani chwalę, to delikatna podpowiedź przed przeczytaniem tego utworu.) Otóż znalazłam w moich dokumentach wiersz napisany  jakiś czas temu (a nawet już dawno!). Nie wiem, dlaczego nie wrzuciłam go tutaj wcześniej, ponieważ przepadam za nim ;) Mam nadzieję, że wam też się spodoba. Zapraszam do czytania i pozdrawiam wszystkie osoby "starzejące" się w marcu. Tak jak ja! :)    

poprzez szatę krwi wyrwał mi się świat
dajcie spokój mi na najbliższe sto lat
nie chcę miałka być
źle mi w próżni trwać
co mam zrobić gdy strach w tym domu stać?

ja się wcale nie wywyższam
nie zadręczam głupotami
nie chcę miałka być
lecz chybka
przesiąknięta marzeniami

znów chce mi się pić
nie chce mi się spać

Boże – wybacz mi
te ostatnie sto lat

chociaż wcale nie zgrzeszyłam
ogarnięta wahaniami
drogę prostą wybrać chciałam
wypełnioną dążeniami

teraz jest mi wstyd
tych
pnączy cienkich stu
one ciągną się pod stopą
niczym gęsty – niczym glut

wy – prostacy, konformiści
co wam chleb do życia starcza
wiem, że cieszyć wam się łatwo
nawet doczekując Marca

i dobrze, że jest dobrze
bez cienkich stu odnóży
cieszcie się, gdy Spokój błogi
zdawkowe życie wywróży:

bo jeść trzeba, i spać trzeba
i obejrzeć coś na wizji
poplotkować, zdrzemnąć, jęczeć
myć, spać, czytać, sprzątać, przejść się
zdrowo mówić, leżeć dużo  

i w ogóle się nie spieszyć

piękne to, bo przecież błogie
niechże Spokój prędzej wróży
niech odpocznę w tej podróży  

znów chciałabym pić
nie chcę więcej spać
nie pytajcie mnie, gdzie mój głuchy wrak
znów chce mi się pić
ale teraz wy

dajcie spokój mi na najbliższe sto lat 


sobota, 22 lutego 2014

dwudziestopierwszowieczna




jestem jak przedmiot
przedstaw odstaw połóż
jak program niedzielny
do informowania
jak niemy instrument
którego czasem
odwiedzasz poniżasz

bez zapytania


środa, 18 grudnia 2013

czwartek, 31 października 2013

(...) ikara


     Zastanawiałam się dzisiaj nad tym, czym jest kara? Temat mało oryginalny – to jasne. Każdy przecież musi się niekiedy nad nim pochylić. Liczni zostawili po sobie ślady w postaci wersów, zdań. Mickiewicz na przykład w znanej wszystkim balladzie pt. Lilije  zapisuje: „Nie masz zbrodni bez kary”. Dostojewski również sugerował model zbrodni i kary. Ba. Już samo pragnienie przewinienia przynosi karę w postaci wyrzutów sumienia. Takich ludzi – winnych swojemu losowi, żal najbardziej. Nad nimi pochylił się też Asnyk w swoim utworze pt. Ból zasnął:

Lecz żal mi tych, którym cięży
Poczucie spełnionej winy,
Co w sercu noszą kłąb węży
I cierpią z własnej przyczyny.

Takiej boleści posępnej
Najsilniej wstrząsa mną echo...
Gdyż w mrok ich duszy występnej
Nie można zstąpić z pociechą.

     Kiedy czujemy się winni, jest trudno. A może świadomość winy chroni nas w pewnym stopniu? Możemy działać – coś naprawić, udowodnić, zatuszować. Co jednak, kiedy trudno wyjaśnić rzeczywistość, która nas otacza? Co kiedy świat wydaje się nielogiczny, kara dotyka nas niezasłużenie a los wyśmiewa nasze plany. A potem ostentacyjnie – po kolei – odbiera nam to co ważne za pomocą swoich diabelskich pomocników? Co wtedy? Do kogo wysłać list z pretensjami? Wciąż nie wiem. Tyle nieszczęść dokoła. I za co? I jeszcze ta ludzka bezradność. To chyba największa ze wszystkich kar.   



za miłość moją i oddanie
ukaż mnie, Panie

dobrą radą do złej miny
odpuść wrogów naszych winy
niechaj zdarzy się cud wielki
niech nie krzyczy cierpiąc męki
człowiek

za słowa piękne, pokochanie
zrań mnie, o Panie

bliźniemu zadać czułym słowem
ból, moją radością, uczynkiem,
płodem – sznur

za chęć do życia w morzu pragnień
za impuls dobra w tamtą stronę
za wierność słowom, zaangażowanie
przeklnij mnie, Panie

wielką niewiarę w człowieka schować
jednemu ufność ofiarować
jednego wielbić, jednego chcieć
Ojcze i Synu– odbierzcie tę treść

pieniądze, hobby i kochanie
sens życia,
wiarę w poranne wstawanie
zabierz mi, Panie

tak niewiele do stracenia
ale nic już nie zabieraj
w imię Ojca, Syna, Ducha
czy znów, Panie, mnie wysłuchasz?

w czystych oczach
w każdym słowie
lęk
między wierszem, głuchą ciszą
dźwięk

za moją wiarę w trwałość miłości


wybaw mnie, Mości 


środa, 30 października 2013

a teraz?



wygodne krzesełko po porannej kawie
uśmiech na waszych buziach
pusta kolejka przed drzwiami
kilka ciepłych słów pod słupem
kolacja
spacer, radosne oczy psa
krzywe spojrzenie przechodnia
niepewność chwili, miałkość dnia


mnogość oblicza


piątek, 25 października 2013

zaprzepaszczone marzenia




zieleń odeszła niemym bólem
z drżeniem poległy
współcierpiące dni
świat wciąż na nowo śpiewa chórem
że przyszłość, mój drogi,

to nie my?